czwartek, 30 stycznia 2014

70. Piwo a my, my a piwo

Znowu nie popisałem się konsekwencją. Albo popisałem niekonsekwencją, jak kto tam sobie woli. No ale trudno. Walczę z tym. Przegrywam.

Z nowości: stoczyłem pierwszy oficjalny bój z koncertem B Mozarta. Mozart wygrał tak z 11:0. Na szczęście idzie ku dobremu.

Swoją drogą, kto mi wyjaśni fakt, że pomimo zrzucenia z siebie jednej szkoły mam jeszcze mniej czasu niż w zeszłym roku? Kto da satysfakcjonującą odpowiedź, dostanie... dyplom.

Temat, który chciałbym dzisiaj poruszyć, przypadnie pewnie do gustu wielu, wielu czytelnikom. Bo chciałbym pomówić o... Piwie. A konkretniej o polaka stosunku do tegoż jakże (naprawdę) szlachetnego napoju.

Jeśli chodzi o statystyki i liczby, to odsyłam wszystkich ciekawych tutaj, nie chce mi się tego pisać jeszcze raz, skoro już ktoś to zrobił: http://blog.kopyra.com/index.php/2013/09/03/piwo-w-liczbach/ Jednocześnie pozdrawiam pana Kopyrę :)

Skupię się raczej na obserwacjach poczynionych przeze mnie. No to jedziemy.



Polacy nie umieją pić piwa.

Tak. Powtórzyć?

Polacy nie umieją pić piwa.

Pozwalam sobie na generalizację, ponieważ środowisko moich obserwacji jest na tyle duże, że z powodzeniem może oddawać proporcje znacznie większego terenu. Ale wracając do rzeczy.

Przeciętny przedstawiciel młodzieży (ale i nie tylko), kupuje piwo jak najtańsze, w ilościach prawie że hurtowych (pozdrawiam wszystkich, którzy przyłożyli rękę i usta do obalenia 72 carlsbergów (bo była promocja w biedronce) oraz kilkunastu innych, pewnego pamiętnego popołudnia na Psiej Górce, którego to obalania obserwacja a nawet czynny udział (dołożyłem dwie) był tyleż zabawny, co nieco przerażający). Ludzie, NIE TĘDY DROGA!!!

Jak ktoś się chce nawalić, to niech sobie kupi 0.7, wypije i już. I taniej go to wyjdzie, i sikać nie będzie jak fontanna w parku miejskim (a tak jest po kilku(nastu) piwach, niestety).

Alkoholu w piwie jest średnio 4-7% (nie liczą się takie wynalazki jak np. "Brewmeister Armageddon" i inne tego typu (dociekliwym ułatwię życie, BA ma 60% zawartości alkoholu, to najmocniejsze do tej pory uwarzone piwo)), co wystarczająco dobitnie sugeruje, że używamy tego napoju niezgodnie z przeznaczeniem. Mnogość rodzajów piwa też sugeruje, że w nim szuka się SMAKU a nie procentów.

Zatrważająca większość Polaków nie potrafi pojąć nawet najbardziej podstawowego podziału na Ale i Lagera, czyli piwa odpowiednio piwo górnej i dolnej fermentacji. O jakichkolwiek odmianach (a tych są setki, jeśli nie tysiące), ma takie pojęcie jak ja o przepisach BHP odławiania krabów na morzu Beringa. Ludzie rozróżniają piwa po markach, nie mając pojęcia, że np taki Okocim i Kasztelan to w zasadzie jedno i to samo piwo, bo podlegające standardom eurolagerów Carlsberga, nawet butelki ma te same. Różnice są w zasadzie niewyczuwalne. Podobnych przykładów jest, oczywiście, znacznie więcej, zapytany odpowiem, teraz mi się nie chce.

Są też ludzie, którzy chcą raz na jakiś czas pomyśleć o sobie, że są koneserami, więc co jakiś czas kupują piwo, które reklamuje się jako mały browar z tradycjami (którym może były ze 20 lat temu, ale na pewno nie teraz). Na tym jedzie i zarabia "Łomża", lubelska "Perła" i tym podobne, również na podobnym targecie zbijają kasę koncerny, wypuszczając na rynek tzw. piwa sezonowe, co szeroko praktykuje Okocim Carlsberg (piwo "dożynkowe" itp), lub Tyskie z serią "książęcych" (które akurat są całkiem smaczne, szkoda że one jedyne).

Są też (tak, powtarzam, robię to świadomie) browary, które biorą się za produkcję piw, o których nie mają zielonego pojęcia. Sztandarowym przykładem jest Żywiec Porter. Dawno, dawno temu miałem okazję "dostać łyka". Od tamtej chwili minęło ponad 7 lat, a do tej pory mam znaczny opór wobec wszystkiego, na czym widnieje napis "porter". Takie "arcydzieła" potrafią zniechęcić wielu ludzi, którzy chcą się wyrwać z okowów komercyjnego piwska i spróbować dla odmiany czegoś nowego, bo a nuż zasmakuje.

Głównym czynnikiem zaporowym dla kupna dobrego piwa z małego, polskiego browaru lub z zagranicznych, jest, niestety, cena (choć jest parę chlubnych wyjątków, jak np. "Ciechan", "Lwówek", czy "Raciborskie". Za każde ciekawsze piwo trzeba często zapłacić ponad 7 złotych, a to boli. Wszelkiego rodzaju smakołyki jak wytwory np. "Pinty" czy "AleBrowaru" cenowo oscylują w tych właśnie granicach. Przeciętny Kowalski myśli" "czy ich poje...ło?! Tyle za piwo?! To ja wolę trzy Harnoldy i jeszcze mi na gumę do żucia zostanie". Podobnie sprawa ma się z zagranicznymi produktami. Za piwo, które mi do tej pory najbardziej smakowało czyli "Leffe Brüne) z Belgii, płaci się 7 z hakiem za 0,33. To bardzo boli. Niektórych za bardzo.

Oczywiście, nie jestem jakimś purystą, często pijam również tanie piwa czy knajpianą wodo-drożyznę, ale robię to ze świadomością i wiedzą, że istnieje coś poza Harnasiem, Okocimiem i innymi ogólnie znanymi.

Na szczęście, wraz z wymianą pokoleń, wg raportów przybywa konsumentów piw z małych browarów. Z jednej strony to dobrze. Ale, kiedy wszyscy będą pili takie piwa, czy browary je produkujące nadal będą małe?

Zauważam drastycznie rosnący spadek (cóż za pierwszorzędny oksymoron) jakości pisaniny, więc to tyle w tym temacie, główną myśl chyba przekazałem wystarczająco jasno, a jeśli nie, to nie ma dla mnie nadziei.

CKM.

Początkowo myślałem o czymś mocnym, gitarowym ale jest za późno. Zwykle, pisząc, słucham tego co wrzucę, ewentualnie na odwrót. Wrzucam to, czego słuchałem pisząc. Niech i tak będzie teraz.



Nie sposób wyselekcjonować z twórczości Pink Floydów jakiegoś pojedynczego utworu (no, może "high hopes"), ponieważ każda płyta tworzy bardzo zwartą całość, toteż zamieszczam całą płytę. Wydana została na początku roku 1977, jako dziesiąta w twórczości grupy, inspirowana jest książką G. Orwella pt. "Folwark zwierzęcy", choć nie jest ona główną inspiracją. Na płycie ludzie podzieleni są na trzy grupy: Owce, Świnie i Psy. Brzmienie chłodne, zwiastuje późniejszą, słynną "Ścianę". Co ciekawe, ścieżek na płycie jest 5, z czego 2 to otwierający i zamykający "Pigs on the wing", podzielony na dwie części. Więcej już dzisiaj nic nie napiszę.

Do następnego!

3 komentarze:

  1. Za smakiem piwa nie przepadam :)

    OdpowiedzUsuń
  2. coraz lepiej piszesz :) wyczuwam tu dojrzałość? :) ha tak to chyba to :)

    OdpowiedzUsuń