piątek, 21 sierpnia 2015

78. Dlaczego ja w szpitalu po szkole tę trudną sprawę w dniu, który zmienił moje życie policjantom i lekarzom referuję?

Nic już więcej na tym blogu nie obiecam, zwłaszcza dotyczącego częstotliwości postów. I tak nie dotrzymam.

Ale do rzeczy. Ktoś, kto wymyślił paradokumenty, to ma łeb. Bzdura, która teoretycznie nie ma prawa się sprzedać z powodu swojego dramatycznie żenującego poziomu zarówno aktorskiego, tak realizacyjnego, jak i merytorycznego, staje się hitem hitów wśród polaków. Zewsząd sypią się wytłumaczenia typu "oglądam to, bo to takie głupie, że aż śmieszne" (pozdrawiam pewne Słoneczko :*). Może na początku tak jest, ale potem ludzie się wciągają, dyskutują, zastanawiają się, co będzie w następnym odcinku (pozdrawiam pewne Słoneczko :*), zaczynają toto traktować, jakby to był co najmniej przyzwoity serial. Zachodzi sytuacja analogiczna do grupy Bracia Figo-Fagot, którzy powstali jako parodia zespołów i piosenek disco-polo, ale z czasem podśmiechujki przerodziły się w fanatyczne wręcz w niektórych przypadkach uwielbienie. Podobnie, tłumaczenie "słucham dla beki" mnie nie przekonuje.

Paradokumenty stały się prawdziwą plagą naszych telewizorów, w zasadzie każda stacja ma jakiś w ramówce (i pewnie kilkadziesiąt innych w zanadrzu), niektóre po dwa, trzy i więcej. Wracając z pracy praktycznie nie da się obejrzeć nic innego (chyba, że to kretyńskie "Wspaniałe stulecie"). Seriale te mnie denerwują, irytują, wprawiają w zły nastrój i psują humor. Szkoła, szpital, policjanci, lekarze, burdelu tylko brakuje i astronautów.

Wśród moich niedawnych rozmyślań pojawiła się taka wizja: Gdyby tak zalegalizować walki kiboli? Zamiast ścigać, wydzielić gdzieś w miastach zamknięte areny, które mogłyby mieć różną powierzchnię, przeszkody i atrakcje terenowe, poukrywane znajdźki etc. Tylko dla ochotników. Trybuny, wstęp oczywiście biletowany, co zwróciłoby koszty sprzątania po takiej ustawce. Transmisja w TV i audiotele, która ekipa wygra... Takie igrzyska śmierci w miniaturce. Co odważniejsi stopniowo wytłukliby się i byłby większy spokój na ulicach.

W CKM dzisiaj kontrowersyjnie. Większość tych, co go nie znają, kojarzy go głównie z bardzo kontrowersyjnego sposobu bycia i skandalizowania na każdym kroku, wykorzystywania symboli religijnych (głównie chrześcijańskich) na różne sposoby ogólnie uznane za profanację. Nawet jego pseudonim artystyczny nie jest do końca smaczny. Słynna była też o nim plotka, że wyciął sobie wolne żebra, by móc samemu się zadowalać oralnie. Ewentualnie znamy go z dość popularnego coveru piosenki "Sweet dreams" zespołu Eurythmics. Jego teledyski są takie jak on. Skandalizują. Nie każdemu muszą się podobać. Mi tak, ładnie gra symbolami i atrybutami popkultury, a i liczne odniesienia do symboliki religijnej mi akurat nie przeszkadzają. Natomiast sama muzyka (przynajmniej dopóki nie wsłuchamy się w tekst i go nie zrozumiemy) całkiem nie brzmi tak jak wygląda on, czy jego obrazy. Dużo w niej muzycznego smaku, świetnie wyważona, nie za ciężka, czuć, że wszystko jest (nomen omen) piekielnie przemyślane, wszystko jest na swoim miejscu. Można go nie lubić, chcieć ukamieniować, powiesić, spalić, polać wodą święconą, można też stawiać mu ołtarzyki i wielbić jak bóstwo, można też jego ekscentryzm mieć kompletnie gdzieś (jak ja), ale jednemu nie można zaprzeczyć. Ten cały Manson, to, cholera, dobry muzyk jest.



Do następnego!

PS. ODDAJCIE MI POLSKIE ZNAKI W MOJEJ CZCIONCe, CHAMY!

1 komentarz:

  1. Polskie znaki są!
    "Polacy" piszemy wielką literą

    OdpowiedzUsuń