piątek, 2 maja 2014

73. Vanitas

Po raz kolejny piszę post z poczucia obowiązku nie z chęci czy z powodu odpowiedniego tematu, którym chciałbym się podzielić. Życie bloga wisi na włosku. Jeśli ktoś chce mnie czytać, niech mnie przekona.

Jak pewnie niektórzy zauważyli, obserwując nagły wysyp wcale niebrzydkich zdjęć na facebooku, wróciliśmy niedawno (w sumie to wcale nie tak znowu niedawno) z innego, lepszego świata, sokiem pomarańczowym i ropą płynącej Norwegii (no, z Islandii nie da się ukryć, też wróciliśmy, ale tam płynęła śmierdząca zgniłymi jajami woda, nie pasuje mi to do parafrazy), która jest dla mnie po tym wyjeździe tym, czym jest Arizona dla spragnionych lepszego życia Meksykan. Gdybym tylko mógł, od razu bym się tam przemieścił. Ludzie są zupełnie bezkonfliktowi, bezstresowi, uśmiechnięci, z każdym, nawet pomywaczem w podrzędniejszej knajpce, można się dogadać po angielsku, bo ich tego uczą od najmłodszych lat w szkole. Pokażcie mi polskiego ośmiolatka, który sam podszedłby do pary starszych od niego ludzi i w obcym języku zagadał czy może jakoś pomóc? Ja takiego nie znam.

Wszędzie jest czysto i ładnie, choć zdarzają się jakieś śmietki, również kradną koła od rowerów jak w Krakowie, ale to wszystko jest jakoś ogarnięte, nie ma takiej wyłażącej zewsząd mañany. Nawet są tam żebracy i to wcale niemało, nie narzucają się jednak człowiekowi.

Chętnie pojechałbym tam na Erasmusa, choć jest pewien szkopuł: Jeśli tam nie pracujesz, nie masz co marzyć o utrzymaniu się i przeżyciu. Na wszystko jednak są metody i ze wszystkim można sobie poradzić.

Tymczasem egzaminy wstępne zbliżają się wielkimi (za wielkimi, stanowczo za wielkimi) krokami. Proszę o ściskanie palców 15 czerwca. Może wyrobię się z programem.

Walka z tym postem jest bezcelowa. ucinam swe męki w tym miejscu.



Jest to niepodzielna całość (z wyjątkiem może "Wish you were here"), ale każdy powinien znać całość i basta. Gdy przeczyta się o tym albumie u Cioci Wikipedii, to można dojść do wniosku, że Pink Floyd to naprawdę dziwny zespół. Nie mam siły już opisywać płyty, więc zainteresowanych odsyłam do strony na wiki.

Do (może) następnego!

2 komentarze:

  1. Jak na brak weny, całkiem może być... Nie poddawaj się!

    OdpowiedzUsuń
  2. No i ten album... MÓJ ULUBIONY!!!

    OdpowiedzUsuń